Być narzędziem w ręku Boga.
20 marzec 2007, wtorek
Autor:
Gość
W sobotę 6 marca, jak w każdą pierwszą sobotę miesiąca, byłam na Mszy z modlitwą o uzdrowienie u Dominikanów. Od kilku lat nasza wspólnota posługuje w tym miejscu modlitwą wstawienniczą. Kościół zawsze jest pełny. Przychodzą bardzo różni ludzie: młodzi, starsi, mężczyźni, kobiety a nawet dzieci. Po Mszy rozdawane są karteczki i każdy może napisać intencję z jaką przyszedł. Później przed Najświętszym Sakramentem odbywa się uwielbienie, modlitwa pokutna, ksiądz czyta intencje i kładzie je na ołtarzu, wszyscy w kościele z wyciągniętymi rękoma modlą się w przeczytanych prośbach. Na koniec następuje bezpośrednia modlitwa wstawiennicza nad osobami, które o nią poproszą wychodząc przed ołtarz.
Atmosfera tego nabożeństwa jest szczególna. Chodzę co niedzielę do kościoła (czasem częściej), ale w te pierwsze soboty miesiąca w kościele oo. Dominikanów czuję wręcz namacalnie głębokie skupienie, całkowite oddanie, czasem wylewną, a czasem milczącą prośbę, błaganie. Ludzie modlą się w przeróżnych intencjach: o uzdrowienie z kataru, o zdanie egzaminu, o znalezienie żony, o uzdrowienie serca, nerek, kręgosłupa, nowotworów, o uwolnienie z depresji, alkoholizmu, narkomanii, o nawrócenie, łaskę spowiedzi itp. Obok siebie stoją: pani w futrze, trzęsąca się staruszka, student i narkoman. Wszyscy są równi. W tym momencie – w obliczu choroby, tragedii nie mają znaczenia pieniądze, wykształcenie czy status społeczny. Oni wszyscy stoją przed Bogiem i w szczerości serca, tak jak potrafią błagają, aby ich dotknął, odmienił los. Ich modlitwa jest tak pełna wiary i szczera, że z jednej strony wspieram ich w niej z radością, z drugiej podchodzę z wielką tremą, boję się, czy moja modlitwa, choć w połowie dorówna prostocie i szczerości tych ludzi. Wyobrażam sobie Jezusa, który pochyla się nad każdym człowiekiem, podnosi, pokrzepia, wlewa nadzieję, uzdrawia, wypełnia pokojem. Do każdego podchodzi w indywidualny, najlepszy dla danej osoby sposób. Zawsze z przebaczeniem, miłością i radością.
Modlę się, aby Pan uczył mnie służyć drugiemu człowiekowi. Nie chcę, żeby modlitwa wstawiennicza była jakąś techniką, ponieważ w tym momencie nie jestem narzędziem w Bożych, pełnych miłości rękach. Posługa na pl. Dominikańskim nauczyła mnie jednego. Zanim zacznę się za kogoś modlić, abym pomyślała, co zrobiłby w tym momencie kochający, mądry Ojciec. Taka postawa nie wyklucza np. napomnienia, ale wyklucza traktowanie człowieka jako problemu, tematu do modlitwy. Mam nadzieję, że uda mi się być posłusznym narzędziem w rękach Pana...
Modlę się, aby Pan uczył mnie służyć drugiemu człowiekowi. Nie chcę, żeby modlitwa wstawiennicza była jakąś techniką, ponieważ w tym momencie nie jestem narzędziem w Bożych, pełnych miłości rękach. Posługa na pl. Dominikańskim nauczyła mnie jednego. Zanim zacznę się za kogoś modlić, abym pomyślała, co zrobiłby w tym momencie kochający, mądry Ojciec. Taka postawa nie wyklucza np. napomnienia, ale wyklucza traktowanie człowieka jako problemu, tematu do modlitwy. Mam nadzieję, że uda mi się być posłusznym narzędziem w rękach Pana...
KATEGORIE:
- Zaloguj się lub utwórz konto, by odpowiadać
-
