• Zaloguj
  • Rejestracja
Charyzmaty-Ewangelizacja-Ekumenizm-Misje
  • Start
  • Czytelnia
  • Zdjęcia
  • TV
  • Na żywo
  • Audio
  • Kontakt
  • CK JPII
  • PowerTime
  • Intencja
  • O nas
  • Kalendarz
  • Pieśni
  • Iwiczna
  • Stowarzyszenie
  • Wewnętrzne

Najnowsze artykuły

Dar Gościnności
Życzenia bożonarodzeniowe...
Orędzie Ojca Świętego...
Trochę przeszłości, trochę...
O ADORACJI EUCHARYSTYCZNEJ

Najczęściej czytane

Kiermasz - Ukraina
Czekając na Boga
Konflikt pokoleń
Inne spojrzenie
PRZYMIERZE

Ostatnio komentowane

ORĘDZIE OJCA ŚWIĘTEGO Z...
HISTORIA JEDNEGO POWROTU
Katastrofa samolotu z...
I Komunia Święta to co...

Komentarze

Amen!
w obronie Kościoła...
Miej ich Panie w swojej
Fajny pomysł

Dokumenty

Artykuły
Episkopat
Homilie
Jacek Jureczko
Komentarze do czytań
Nauczania wspólnotowe
Odnowa w Duchu Św.
Świadectwa

Tematy

Aborcja
Biblia
Bóg Ojciec
Bóg, wiara, rozum
Cierpienie, chorzy
Cuda
Dekalog
Dogmaty
Duch Święty
Duchowość
Eutanazja
Filozofia
Grzech
Inne religie
Jan Paweł II
Jezus Chrystus
Kościół
Maryja
Misje
Modlitwa
Moralność
Muzyka, kultura, sztuka
Nawrócenie
New Age
Powołanie
Rodzina, dzieci
Rodzina, małżeństwo
Rozważania, opowiadania
Sakramenty
Seksualność
Sekty
Święci
Szatan, piekło
Tradycja, liturgia
Wyróżnione
Wywiady
Życie wieczne

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 1 gość.

CO TO JEST EKUMENIZM?

Adam
16 marzec 2007, piątek
Wersja do wydrukuWersja PDF

Aby tak jak My stanowili jedno. "Oby się tak zespolili w jedno, aby świat poznał, żeś Ty Mnie posłał i żeś Ty ich umiłował, jak Mnie umiłowałeś" (J 17, 23). Nie można mówić o biblijnej wizji Kościoła nie zdając sobie jednocześnie sprawy z tego, że obecny kształt światowej wspólnoty chrześcijan nie do końca odzwierciedla zamysł Jezusa Chrystusa. Chrześcijaństwo podzielone na odrębne wyznania, czasem niechętne sobie, a niekiedy nawet rywalizujące ze sobą (a skrajnym przypadku nawet wrogie!) to jeszcze nie to, o co chodzi Panu Bogu.

a. Jesteście naszymi braćmi

Świat nie będzie mógł odkryć Jezusa jako Syna Bożego posłanego przez Ojca dopóki chrześcijanie nie będą zespoleni w jedno. Przejmująco wyraził to Jan Paweł II: "Jeśli wierzący w Chrystusa chcą się skutecznie przeciwstawić dążeniu świata do zniweczenia Tajemnicy Odkupienia, muszą razem wyznawać tę samą prawdę o krzyżu!" Ekumenizm, jak widzimy, to nie kwestia mody lub politycznej poprawności, ale to sprawa wierności nakazowi Jezusa Chrystusa i sprawa skuteczności chrześcijaństwa. Jakkolwiek podziały między poszczególnymi wyznaniami mogą wydawać się nam dziś nie do pokonania, to jednak Bóg czynił już w historii cuda burzenia murów: "On jest naszym pokojem. On, który obie części uczynił jednością, bo zburzył rozdzielający je mur - wrogość [...] aby jednych i drugich znów pojednać z Bogiem w jednym ciele przez krzyż" (Ef 2, 14).Z tego powodu jest potrzebny nam, katolikom, ekumenizm z chrześcijanami prawosławnymi i z tymi, którzy uwielbiają Chrystusa w Kościele ewangelicko-augsburskim. Potrzebny jest nam ekumenizm z wyznawcami Zbawiciela ze wspólnot metodystycznych, zielonoświątkowych, baptystycznych i z tymi, którzy pochodzą z rozmaitych tak zwanych "wolnych Kościołów". Gdyż, bardzo praktycznie patrząc i bardzo biblijnie oceniając, całkiem po prostu potrzebujemy się nawzajem. Potrzebujemy zielonoświątkowego zapału modlitewnego, ich wiary, że "Bóg jest wciąż taki sam", żaru radości w Chrystusie Jezusie i nieustępliwości w głoszeniu Ewangelii także w więzieniach lub w środowiskach patologicznych. Dalej, potrzebujemy powagi baptystów w posłuszeństwie biblijnemu tekstowi i ich odwagi w przeciwstawianiu się duchowi tego świata. Potrzebujemy jeszcze wielu innych darów szczególnie rozwiniętych i cenionych w poszczególnych wspólnotach chrześcijańskich. Ale sądzimy, że koniecznie potrzebne są także dary katolickiego, ewangelicznego spojrzenia na świat: sięgająca w nieprzerwanej świadomości historycznej łączność ze świadkami wiary z pierwszych wieków, szacunek dla takiego rozumienia Biblii, jakie dane było kolejnym pokoleniom uczniów Jezusa, rodzinne poczucie jedności rozciągające się w najgłębszej "katolickości" na wszystkie wieki istnienia Kościoła i na wszystkie geograficzne regiony. Wzajemne potrzebowanie się chrześcijan na różne sposoby przeżywających wiarę w Ewangelię stanie się jeszcze wyraźniejsze, gdy dostrzeżemy, że zwykle z takim samym zapałem troszczą się oni o nieco odmienne rzeczy. Na przykład Kościół katolicki bardzo przywiązany jest do pełni wyrazu wiary, zatroskany jest o to, by niczego nie uronić ze skarbca zostawionego nam przez Jezusa. Natomiast tak zwane "nowe Kościoły" bardziej zainteresowane są czystością wiary, by nie dodać absolutnie niczego do niezbędnego minimum. Katolicy zwykle bardziej podkreślają ciągłość działania łaski Bożej w ciągu kolejnych pokoleń, będą też bardziej wyczuleni na niewidzialną jej moc, dostrzegalną tylko dla Boga. Często kontrastuje to z odczuciami chrześcijan zielonoświątkowych czy tak zwanych "ponaddenominacyjnych", którzy widzą łaskę głównie tam, gdzie objawia się ona w niespodziewanych Bożych interwencjach możliwych do zaobserwowania w codziennym życiu.Ile dobra mogłoby wyniknąć, gdyby te uzupełniające się sposoby widzenia zaczęły wpływać na siebie ubogacając się wzajemnie. I odwrotnie, ile strat, jeśli spotkanie polega tylko i wyłącznie na budzeniu niechęci i uprzedzeń. Największą stratą jest zapewne utrata możliwości spojrzenia na swoją własną społeczność chrześcijańską krytycznie, oczami życzliwego, choć należącego do odmiennego Kościoła współchrześcijanina. Kochający krytycyzm wzywający do powrotu do normy Bożej jest zawsze po myśli naszego Pana. Ta właśnie postawa otwiera ku modlitwie o Boże światło w świecie, w którym - jak być może nigdy przedtem - potrzebne jest świadectwo i głos nieskłóconych i niepodzielonych chrześcijan. Potrzebujemy się nawzajem. Co więcej, wygląda na to, że dla spełnienia swego planu objawienia się światu sam Jezus Chrystus potrzebuje nas wszystkich! "Jeśliby noga powiedziała: "Ponieważ nie jestem ręką, nie należę do ciała" - czy wskutek tego rzeczywiście nie należy do ciała? Lub jeśliby ucho powiedziało: "Ponieważ nie jestem okiem, nie należę do ciała" - czy wskutek tego rzeczywiście nie należałoby do ciała? [...] Nie może więc oko powiedzieć ręce: "Nie jesteś mi potrzebna"" (1 Kor 12, 15-16. 21). Potrzebujemy się, nawet jeśli czasem nie chcemy tego przyjąć do wiadomości. Jak powiedział św. Augustyn o sytuacji ekumenicznej w V wieku: "Oni więc nie uznając naszego chrztu nie uważają nas za braci, my natomiast nie powtarzając [chrztu] udzielonego przez nich, ale uznając ich chrzest za swój własny, mówimy "Jesteście naszymi braćmi"". Dlatego jest rzeczą niezmiernie istotną wiedzieć, co oznacza słowo "ekumenizm", czego nie znaczy z całą pewnością, i jaki jest upragniony rezultat wszelkich ekumenicznych dążeń.

b. "Abyśmy nie byli dziećmi, którymi miotają fale i porusza każdy powiew nauki"

Istnieje bowiem pewne błędne pojęcie ekumenizmu. W tym rozumieniu "ekumeniczne" byłoby każde pojawienie się wśród nas przedstawiciela jakiegokolwiek wyznania chrześcijańskiego i jakakolwiek forma spotkania z nim, niezależnie od późniejszych rezultatów. Dla zilustrowania skutków takiego pojęcia ekumenizmu podajmy przykład. Oto wiadomość z prasy: "Wspólnota Ruchu Odnowy w Duchu Świętym opuściła Kościół rzymskokatolicki. Liczy kilkaset osób, niewiele mniej niż pół roku temu. Zarejestrowała się jako Kościół Chrześcijański". Oto inna wiadomość z Biuletynu KAI: "Grupa, która wywodzi się z katolickiego ruchu Odnowy w Duchu Świętym, zarejestrowała się w Urzędzie Miasta jako Stowarzyszenie Chrześcijańskie. Biskup ostrzega: przynależność do Stowarzyszenia jest równoznaczna z dobrowolnym odejściem od Kościoła katolickiego". Większość członków tak powstałych "wolnych Kościołów" poznała Ojca, przyjęła Jezusa jako Pana i Zbawiciela i została napełniona Duchem w Kościele katolickim, w tym samym Kościele katolickim "zakosztowała wspaniałości słowa Bożego i mocy przyszłego wieku" (Hbr 6, 5), i dopiero tak uformowana przeszła do nowych wspólnot wyznaniowych. Ludzie tacy wskutek stopniowej zmiany sposobu myślenia nie odczuwają niczego niestosownego w takim przebiegu wydarzeń, a nawet, prawdę mówiąc, nie widzą w tym nic specjalnie dramatycznego. Wszystko to jawi się im jako forma uprawnionej wędrówki duchowej i witane bywa jako bardzo "ekumeniczne". Oto jak relacjonuje taki proces jeden z uczestników: Około dwudziestoosobowa grupka ludzi poczuła prowadzenie, by założyć niezależny kościół. W ten sposób powstała Społeczność Chrześcijańska. Co prawda, po pierwszej fali prześladowań pozostało około dziesięciu członków, ale za to byli to bardzo entuzjastycznie nastawieni wierzący, a co najważniejsze - rozkochani w Jezusie. Warto przy tej okazji wspomnieć, iż mimo faktu, że dziś Społeczność ta już nie istnieje, członkowie jej są aktywnymi członkami rozwijających się kościołów [niekatolickich]. Chwała Jezusowi, to naprawdę bardzo budujące!"Różne rzeczy wydają się różnym ludziom budujące. Warto więc pamiętać o tym, co pragnie zbudować z nas sam założyciel Kościoła, Jezus Chrystus: "Żyjąc prawdziwie w miłości sprawmy, by wszystko rosło ku Temu, który jest Głową - ku Chrystusowi. Z Niego całe Ciało - zespalane i utrzymywane w łączności dzięki całej więzi umacniającej każdy z członków stosownie do jego miary - przyczynia sobie wzrostu dla budowania siebie w miłości" (Ef 4, 15-16). Dlatego spotkanie międzywyznaniowe, które przynosi mniej jedności, niż było jej poprzednio, nie zasługuje na nazwę "ekumeniczne". Zgodnie z prostym sensem słów, których definicje łatwo znaleźć w encyklopedii, jest ono wtedy "antyekumeniczne".

c. "Każdy z was mówi: 'Ja jestem Pawła, a ja Apollosa; ja jestem Kefasa, a ja Chrystusa'"

Obecna sytuacja podzielonego chrześcijaństwa nie jest czymś absolutnie nowym. Prawdę mówiąc, istniała od samego początku historii wspólnoty chrześcijan i dlatego od pierwszych dziesięcioleci istnienia Kościoła był potrzebny ekumeniczny wysiłek tworzenia jedności. "Zdarzają się między wami spory. Myślę o tym, co każdy z was mówi: "Ja jestem Pawła, a ja Apollosa; ja jestem Kefasa, a ja Chrystusa". Czyż Chrystus jest podzielony?" (1 Kor 1, 12-13). Z tego powodu ekumenizm nie jest, jak błędnie rozumieją to niektórzy, każdym spotykaniem się chrześcijan różnych wyznań. Określenie to przysługuje tylko takiemu rodzajowi spotkań, który owocuje wzrostem jedności. "Jeśli jest między wami zawiść i niezgoda, to czyż nie jesteście cieleśni i nie postępujecie tylko po ludzku?" (1 Kor 3, 3). Ekumenizm jest, jak sformułował to Jan Paweł II "ruchem ku jedności", a uczestniczą w nim ludzie "w społecznościach, w których Ewangelię usłyszeli i o których każdy mówi, że to jego własny i Boży Kościół". Chociaż to przekonanie z natury rzeczy rodzi możliwość konfliktu, to jednak - przypomina papież - "wszyscy tęsknią za jednym i widzialnym Kościołem Bożym, który by był naprawdę powszechny i miał posłannictwo do całego świata, aby ten świat zwrócił się do Ewangelii i w ten sposób zyskał zbawienie na chwałę Bożą". Określenie "katolicki" znaczy przecież po grecku "powszechny". Bez dogłębnego zrozumienia tej biblijnej prawdy pod hasłem ekumenizmu może następować dalsze rozbicie chrześcijaństwa, a więc faktyczny... antyekumenizm!

d. "Wzbudził wicher burzliwy i spiętrzył fale"

Zilustrujmy raz jeszcze ten problem. Dostajemy czasem pocztówkę z pozdrowieniami znad morza. Dla szczura lądowego bywa to wielka atrakcja. Często widokówka taka przedstawia toń oświetloną promieniami zachodzącego słońca. Spiętrzone potężnym tchnieniem wiatru fale niosą niepowstrzymaną, zdawałoby się, energię. Z drugiej strony - piaszczysta plaża. A wzdłuż niej dzieło ludzi, którzy postanowili udaremnić moc fali. Rzecz ciekawa: ci, którzy chcieli przeciwstawić się potężnej mocy tchnienia wichru wcielonej w fale, nie uciekli się do gigantycznych murów ani stalowych zapór. Postanowili przeciwstawić fali słabiutką, wydawałoby się, przeszkodę. Drewniany słupek. Cóż on może wobec gnanej wichrem potęgi? Ale za jednym słupkiem stoi drugi i trzeci... Cały rząd. A obok drugi rząd i trzeci takich samych słupków. Fala wyhamowuje malutką część energii na pierwszej przeszkodzie, a potem na drugiej i kolejnej. Kiedy wreszcie dociera do brzegu, została już unieszkodliwiona. Potęga, która mogła zmieniać kształt brzegu, wdzierać się głęboko w ląd, zamieniła się w bezsilny chlupot: bezskutecznie obmywa piasek. Został rozbrojona, unieszkodliwiona, pozbawiona mocy. Jaką metodą? Poprzez podział energii ciosu fali na coraz więcej i więcej odosobnionych uderzeń. Metoda nieodmienne skuteczna. Wiatr wieje tam, gdzie chcesz, i szum jego słyszysz, lecz nie wiesz, skąd przychodzi i dokąd podąża. Tak jest z każdym, który narodził się z Ducha" (J 3, 8). Zdarzało się już w historii, że powiew Ducha Świętego spiętrzył fale tak, że dokonywały się wielkie zwycięstwa Boże. "Wiatr wschodni wiał przez całą noc. Fale zatopiły rydwany i jeźdźców całego wojska faraona. Izraelici widzieli wielkie dzieło, którego dokonał Pan" (por. Wj 14, 21. 28. 31). "Powiedział i wzbudził wicher burzliwy, i spiętrzył jego fale" (Ps 107, 25).W XX wieku jesteśmy w szczególny sposób świadkami, jak wśród wielu chrześcijan wieje z mocą wiatr Ducha Świętego. Dlaczego? To bardzo proste: "Ojciec z nieba da Ducha Świętego tym, którzy Go proszą" (Łk 11, 13). A wiek dwudziesty stał się widownią coraz mocniejszego wołania o Ducha. Na naszej polskiej ziemi kulminacją tego było pamiętne wołanie Jana Pawła II z 1979 roku: "Niech przyjdzie Duch Twój i odmieni oblicze ziemi: tej ziemi". Bóg w odpowiedzi tchnął i spiętrzył fale nowej ewangelizacji "udaremniajcie wszelkie ukryte knowania" (por. 2 Kor 10, 4). Nie chodzi tu tylko o polityczne zwycięstwa ani o wywyższanie jednych stronnictw społecznych nad drugie. Chodzi o zwycięstwo nad bezbożnością, beznadzieją, niewiarą, grzechem - tym wszystkim, co w Biblii symbolicznie nazywa się Babilonem, Tyrem, Egiptem, Sodomą: "Ja, Pan, jestem przeciw tobie. Sprawię, że [...] nadpłyną falami jak morze i zburzą mury Tyru" (Ez 26, 3). Pan chciał powiedzieć wszelkiej twierdzy szatana: "zostałeś rozbity przez morskie fale" (Ez 27, 34). Cóż może stanąć na przeszkodzie potędze fali wzbudzonej wiatrem Ducha Świętego? Jakiej wielkiej potęgi wymagałoby, aby stanąć jej wprost na drodze i tym sposobem ją obłaskawić, unieszkodliwić, udaremnić? Przeciwnik zamiaru Bożego nie dysponuje taką siłą. Ale może to zrobić zupełnie inną metodą. Jak? Można rozdzielić energię fali wzbudzonej przez Ducha wśród chrześcijan na stronnictwa, frakcje, opcje, skierować jej energię na wewnętrzne spory, podejrzenia, zatargi, skanalizować uruchomione moce na zwalczanie "wroga", który odmiennie zrozumiał pewien werset biblijny. Zapewne ugrzęźnie przy tym wiele ludzkiego zapału i dobrej woli. Efekt będzie miły sercu Przeciwnika: zamiast potężnej fali nawróceń i zdobywania środowisk dla Jezusa, usłyszymy nieszkodliwy chlupot. Powróćmy od ilustracji do konkretnej rzeczywistości związanej z problemem ekumenizmu. Jedenaście lat temu odbył się w Londynie pierwszy "Marsz dla Jezusa", czyli publiczna manifestacja rozentuzjazmowanych chrześcijan ku chwale Bożej na ulicach miasta. Potem stał się marszem międzynarodowym, a znowu po kilku latach stał się marszem światowym. Do Polski - Wrocławia, Warszawy, Gdańska - świeżość Marszu wtargnęła w 1992 r. W 1993 roku w samym Wrocławiu w entuzjastycznym pochodzie uczestniczyło 4,5 tysiąca wierzących. Była to potężna fala chwały Bożej przetaczająca się przez miasto.

W latach 1994 i 1995 - "Marsze dla Jezusa" w Polsce były, choć trzeba by raczej powiedzieć - jeszcze były. Potem zdarzył się jeszcze jeden czy drugi, ale już nie jako "Marsze jedności", ale jako "Marsze podziału". Z imponującej liczby uczestników sprzed pięciu lat ostali się nieliczni. Z internetowej strony Marszu można się było wtedy dowiedzieć o sytuacji w Polsce: "były mury między Kościołami". Zamiast gromkiego uderzenia potężnej fali słychać było chlupot. A największą masową imprezą uliczną w naszej części Europy stał się tymczasem - też przed niewielu laty zapoczątkowany - marsz ku czci całkiem innej "miłości": berlińska "Love Parade". Impreza ta jest zdobna w masowe używanie narkotyków i reklamę homoseksualizmu. To nie marsze chrześcijańskie, a ta właśnie doroczna parada szczyci się dziś milionem uczestników. Wniosek? Ktoś tu odniósł nad kimś zwycięstwo (mamy nadzieję oczywiście, że tymczasowe!)Tym bardziej warto więc cieszyć się tym, co Bogu udaje się zdziałać ku pojednaniu chrześcijan pomimo ludzkiej słabości. Czasem są to wydarzenia na wielką skalę, jak choćby wspólna, protestancko-katolicka deklaracja sprzed kilku lat ogłoszona w USA pod hasłem Ewangelicy i katolicy ku Trzeciemu Tysiącleciu. Czasem znowu udaje się zrobić coś ku budowaniu lokalnej jedności, jak na przykład zorganizować wspólną modlitwę chrześcijan: katolików i braci z Kościoła ewangelicko-augsburskiego na czuwaniu przed uroczystością Zesłania Ducha Świętego.

Trzeba się tym cieszyć, bo przecież nie chodzi o to, aby pozornie "zdobyć dla Chrystusa" tych, co już wcześniej zostali zdobyci, tyle tylko, że... w innej (niewłaściwej?) wspólnocie chrześcijańskiej. Chodzi o prawdziwe zdobywanie dla Pana niezdobytych. A także o wzajemne wzbogacenie się tym, co Bóg zechciał ze szczególną wyrazistością objawić w każdej wspólnocie chrześcijan - na pewno po to, aby i inni mogli mieć w tym udział.

ks. Bp Andrzej Siemieniewski

  • Zaloguj się lub utwórz konto, by odpowiadać
  • share

Menu

  • Start
  • Czytelnia
  • Zdjęcia
  • TV
  • Na żywo
  • Audio
  • Kontakt
  • CK JPII
  • PowerTime
  • Intencja

Menu dodatkowe

  • O nas
  • Kalendarz
  • Pieśni
  • Iwiczna
  • Stowarzyszenie
  • Wewnętrzne

O NAS kategorie

O nas
Hallelu Jah co to?
Dodatkowe informacje
25 lecie wspólnoty
Encyklopedia
my hallelujah

O stronie

  • Polityka prywatności
  • Roadmap

Dokumenty

Artykuły
Episkopat
Homilie
Jacek Jureczko
Komentarze do czytań
Nauczania wspólnotowe
Odnowa w Duchu Św.
Świadectwa

Stowarzyszenie

Dokumenty inne
Informacje finansowe
Sprawozdania

Jesteśmy na

  • FaceBook
  • RSS feeds
  • Nasza Klasa
  • Twitter