Gdy straciłam moje dziecko
Zostałam żoną faceta, którego bardzo kochałam, a który był najwspanialszym darem Boga dla mnie.
Myślałam, że to największe szczęście, ale moment, gdy dowiedziałam się, że jestem w ciąży był dla mnie (dla nas) szczytem szczęścia. Otrzymaliśmy owoc naszej miłości, który wkrótce mieliśmy zobaczyć, dotknąć, przytulić...
I nagle ten czar, urok prysnął!
Około 12 tygodnia zaczęłam krwawić. Wydawało mi się wtedy, że cały świat zawalił mi się na głowę. Runęło wszystko: moje wyobrażenie o dziecku, o owocu miłości, o szczęściu... Wtedy myślałam tylko o jednym: Dlaczego nas to dotknęło, dlaczego moje dziecko? Wciąż te same pytania zadawałam Bogu, sobie, mężowi: Dlaczego? Dlaczego? Przecież miało być tak wspaniale. Przecież kocham Boga i On mnie też kocha... Więc dlaczego? Tak wielki znak zapytania, którego nie sposób usunąć. To nie jest takie proste jak zabieg łyżeczkowania: było i już nie ma.
Leżałam otępiała w łóżku szpitalnym i wtedy przyszedł mój mąż i przyniósł mi Biblię, zeszyt i długopis, mówiąc: „Przygotuj nauczanie nt. miłości Bożej”. Wtedy pomyślałam, że obłudą byłoby mówienie o Bożej miłości, gdy straciłam to, co najbardziej kochałam. Ale jednak spróbowałam.
Zrobiłam sobie studium biblijne nt. miłości Bożej. Cytat po cytacie coraz bardziej przekonywałam się, że On mnie mimo wszystko kocha. On nie pyta dlaczego mnie, po prostu kocha.
Wróciłam ze szpitala do domu. Nadal leżałam w łóżku, bo tak zalecił lekarz. Nie bardzo mogłam się modlić, ale czytałam Słowo Boże. I właśnie wtedy, gdy dotarła do mnie prawda o bezinteresownej Bożej miłości, taką ją chciałam przyjąć. Bóg mi w sercu powiedział: „Nie pytaj dlaczego tak się stało. Przyjmij moją miłość, bo ona jest większa od tego, co się stało”. Przestałam pytać dlaczego, a Boży pokój mnie wypełnił.
Naszej miłości nie zniszczyła ta sytuacja, a wręcz przeciwnie. Mój mąż był dla mnie oparciem i to on pomógł mi z tego wyjść. Oboje straciliśmy dziecko, ale nie straciliśmy miłości. Już po pół roku znowu byłam w stanie błogosławionym, a obecnie mamy trójkę wspaniałych dzieci.
Diabeł jeszcze próbował odebrać mi ten pokój, który otrzymałam, ale już wspólnie z mężem stawialiśmy mu czoło. Jesteśmy przecież jedno i dlatego wspólnie walczyliśmy o nasz pokój.
- Zaloguj się lub utwórz konto, by odpowiadać
-
