... a On nic!
... a On nic!
Pewnego razu, gdy Teresa Martin z ogromnym
utęsknieniem oczekiwała na pozwolenie wcześniejszego wstąpienia do Karmelu, a
wszelkie podjęte już środki okazały się niewystarczające, otrzymała na
pocieszenie od swojej siostry Celiny przejmujący podarunek.
Był to mały
okręcik, który unosił śpiącego Jezusa. Na żaglu znajdował się napis: "Ja
śpię, lecz serce me czuwa". Na burcie widniało jedno wymowne słowo:
"Abandon", czyli - zawierzenie.
Prezent ten został podarowany Teresie z okazji Bożego
Narodzenia tuż po Pasterce. Przeżywała ten czas z ogromnym rozrzewnieniem, gdyż
liczyła, że tegoroczne Święta spędzi już we wspólnocie sióstr Karmelu w
Lisieux. Było to dla niej bardzo bolesne doświadczenie. Gorące pragnienie serca
nie mogło być wypełnione. Musiało ono czekać na pustyni zesłane na banicję
samotności. Wobec takiego milczenia Boga pozostawały łzy, których nie bała się
wylewać w obfitości pomimo promiennych Świąt Bożego Narodzenia. Jak sama to
później wyraża w swoim rękopisie: "Jezus nie odezwał się jeszcze do swej
małej oblubienicy, (...) Jego boskie oczy wciąż jeszcze były zamknięte."
Ona tak bardzo czekała, pragnęła, miała w sobie tyle entuzjastycznej nadziei, a
On nic!
Łódeczka zawierzenia
Św. Teresa z Lisieux - jak prawie każdy młody
człowiek - pielęgnowała w sobie piękne marzenia. Doświadczała także wobec nich
brutalnej rzeczywistości niemocy ich natychmiastowej realizacji. Pomijając
fakt, że była nadwrażliwa i niecierpliwa, zwyczajnie szukała potwierdzenia
wobec niepewności, w której postawiła ją sytuacja bolesnego rozczarowania.
Powoli traciła poczucie bezpieczeństwa. Nic jednak w tym dziwnego. Trudno jest
przecież zamknąć oczy i powierzyć się komuś, kto - jak się wydaje - nie
wykazuje nawet najmniejszej inicjatywy, aby być wsparciem i przewodnikiem. Tym
bardziej, że Teresa była przekonana - zresztą całkiem słusznie - iż
jej pragnienia są również pragnieniami Boga. Starając się wiec je realizować
pomimo wielu trudności, działała także w Jego interesie, a tymczasem On nic!
Wobec swojej bezradności tak bardzo liczyła na Jego pomoc. On jednak - jak
się wydawało - nie wykazywał żadnej inicjatywy. Chyba, że... no właśnie -
chyba, że Jego inicjatywą w tym trudnym momencie była obecność milcząca. To
przecież ona sprawia, że w spotkaniu z sercem oczekującym i otwartym rodzi się
dojrzała wiara. Jest to szczególna łaska, dzięki której owo milczenie Boga
staje się inspiracją i prowokacją ku temu, aby wypłynąć na bezkresne wody. W
takiej sytuacji horyzont zmienia się totalnie. Tracimy z oczu orientacyjne
punkty, które wcześniej były niezastąpione i trzeba sobie radzić inaczej.
Naturalnie wolelibyśmy dysponować bezpiecznym potwierdzeniem w postaci
przystosowanego okrętu, gdzie szalupy jakiejś alternatywnej drogi byłyby
gwarancją bezpieczeństwa. Wtedy - w przypadku niepowodzenia - można się zawsze
wycofać. Tymczasem dryfujemy na małej łódeczce zawierzenia i nie wiemy
dokładnie, dokąd nas to zaprowadzi. Jednak, trzeba się jeszcze uczciwie
zapytać: czy to wszystko, aby nie naiwne?
Ryzyko Boga
Byłoby takie z pewnością, gdybyśmy sami
podejmowali ryzyko. Tymczasem, czyż milczenie Boga w sytuacjach dla nas
granicznych nie jest również dramatycznym ryzykiem, które podejmuje Ojciec
wobec dziecka? Czyż Jego zawierzenie nie jest o wiele bardziej ryzykowną
inwestycją, z której nigdy się nie wycofuje? Przecież nie zawsze spotyka się z
dyspozycyjnością radosnego dawcy. Nie jest tak - całą pewnością. Podejmuje
jednak trud milczenia, którym jak kropla po kropli drąży w człowieku
wspaniałomyślność wiary. Innymi słowy - jest to Jego pedagogia ufności. Sukces
ma miejsce wtedy, gdy osoba dorasta do tego, aby pozwolić milczeć Bogu,
ponieważ to milczenie nie budzi już lęku, napięcia i zakłopotania. Nie ma w tym
najmniejszego oskarżenia o ignorancję. Jest to milczenie w pełni akceptowane -
jak w przypadku dojrzałego związku mężczyzny i kobiety, którego intymność nie
wymaga zewnętrznego potwierdzenia w stylu: "Ja się tak staram, a ty
nic!" Zewnętrzna aktywność przestaje być priorytetem, gdy milczenie nie
budzi pretensji o niezaspokojone potrzeby, ale staje się formą bycia dla
drugiego człowieka. Takie milczenie jest wyrazem ubóstwa i prostoty, która
wyzwala z zaborczości wobec zaspokajania braków oraz uwalnia od magicznego
myślenia, że możliwe jest życie bez lęku i bez emocjonalnego bólu. W momentach,
kiedy wszystko się burzy pojawia się prawie natychmiastowa reakcja, aby
powierzyć komuś swój niepokój i trwogę. Wobec tego, milczenie Boga jawi się
jako chłodna samotność, w której nie sposób odnaleźć Obecnego. Za to łatwo jest
wpaść w przerażenie i popłoch wśród ciemności, która zanurza w nieznanej
przestrzeni. Tak naprawdę jednak nieznaną jest tutaj forma bliskości, jaką jest
owo milczenie. Do niej dojrzewa się bardzo, bardzo powoli.
Skarbiec wiary pokornej
Zawierzenie jest możliwe, gdy centrum uwagi
zostaje przeniesione z "ja" na "Ty". Wtedy też osoba
potrafi się ofiarować, bo nie jest skrępowana. Wolność sprawia, że można
wybierać to, co jest podarowane jako fakt. Nawet, jeśli jest to trudne
milczenie. Jest to cos więcej jak tylko brak roszczeń i zwyczajna akceptacja.
Spokojne oczekiwanie rozszerza serce i pozwala dotrzeć do tych najgłębszych
pragnień, przez które przemawia Bóg. Wtedy też spotkanie staje się możliwe nie
pomimo milczenia, ale właśnie dzięki milczeniu. Okazuje się, że to może być
klucz do skarbca wiary pokornej. Nie musimy już bowiem przemierzać oceanu w
określonym kierunku dążąc za wszelką cenę do obranego przez siebie celu, ale
pozwalamy dryfować maleńkiej łódeczce zawierzenia, w której Jezus śpi.
Bynajmniej, nie jest to wycofanie czy też ucieczka, ale kreatywna odpowiedź
wobec milczenia, które wzywa, aby wyzbyć się aktywności i aby tej aktywności
nie oczekiwać. Jest to rezygnacja na rzecz Tego, który w swojej milczącej
obecności oferuje nam nieskończoność.
Dryfująca nadzieja
Gdy Teresa opisuje poczucie oddalenia od Boga w
swoim wnętrzu, używa sformułowania: "Jezus śpi, drzemie w mojej małej
łódce". Nie kwestionuje w ten sposób Jego bliskości. Nie czuje się
zapomniana i lekceważona. Wręcz przeciwnie - jest to dla niej wyraz wielkiej
poufałości Jezusa, który pozwala sobie na tak swobodną obecność. Widocznie jest
Mu tak dobrze i chce odpocząć dokładnie w tym miejscu, gdzie Teresa przeżywa
słabość i lęk. Doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że być może nie będzie tu
na ziemi świadkiem Jego przebudzenia. Jej potężny duchowy realizm podpowiada
jej następujące słowa: "Przypuszczalnie (Jezus) nie zbudzi się przed moim
wielkim wejściem do wieczności?". W trudnym i rozczarowującym
doświadczeniu milczącego Boga ma wyraźną świadomość, że nie jest to sytuacja
tylko tymczasowa. Młodziutka dziewczyna odnajduje tu swoje powołanie:
"Jestem szczęśliwa, nawet bardzo szczęśliwa, że nie odczuwam żadnej
pociechy. Wstydziłabym się gdyby moja miłość podobna była do ziemskiej miłości,
która ciągle patrzy na ręce ukochanego, by zobaczyć, czy przynosi jej jakiś
podarunek, albo na twarz, żeby ujrzeć jakiś uśmiech, który ją zachwyci. Teresa,
mała oblubienica Jezusa, kocha Jezusa dla Niego samego?"
Akustyka zakochanego serca
Jedynie adekwatną odpowiedzią na milczenie Boga
jest to samo milczenie. Wtedy bowiem do głosu dochodzi "abandon"
czyli - zawierzenie, które w pełni wybrzmiewa pośród ciszy pragnień niczym
pieśń niesiona echem zaufania. Taka akustyka jest możliwa jedynie w prawdziwie
zakochanym sercu. Nie ma w nim już infantylnej postawy obrażania się na Boga,
tylko dlatego, że On pragnie dla nas o wiele więcej dobra niż sobie to
wyobrażamy. Tymczasem, nawet w głowie nam się nie mieści, jak bardzo możemy
kochać.
dkn
Paweł Porwit OCD
Źródło: Głos Karmelu- Milczenie Boga
www.gloskarmelu.pl
- Zaloguj się lub utwórz konto, by odpowiadać
-
