NIE ZABIJAJ - ŚWIADECTWO
20 marzec 2007, wtorek
Autor:
Gość
Podczas spotkania w małej grupie zasiałem ferment, jak to zwykle ze mną bywa. Dyskusja o tym przykazaniu zeszła na tory antykoncepcji, tematu poruszanego w porannym nauczaniu. Wyraziłem swoje wątpliwości i podobne usłyszałem od innych. Grupa podzieliła się na dwa obozy. Każdy miał coś do powiedzenia i jak się okazało temat wzbudzał wiele emocji. Spotkanie się skończyło, bo to tylko przecież jedna godzina, a my dotknęliśmy tylko wierzchołka problemu.
Poszedłem na kolację. Jednak męczył mnie jakiś wewnętrzny niepokój, z którym czułem się źle. Miałem wrażenie, że wyrządziłem komuś krzywdę wyrażając dobitnie moje wątpliwości, a właściwie sprzeciw. Może trzeba było zostawić to tylko dla siebie? Było mi smutno. Po kolacji zniknąłem w naszej kaplicy adoracji Najświętszego Sakramentu, by znaleźć pomoc. Wieczorem dalszy ciąg nauczania Grażynki. Czyta fragment encykliki Humane Vite Pawła VI, a potem mówi jak ona rozumie te słowa. Wszystkie te słowa działają na mnie „jak płachta na byka”. Czułem wzbierającą we mnie złość. Później modlimy się, a w mojej głowie rodzi się natrętna myśl, że jeżeli nie mogę poradzić sobie z akceptacją takich słów to nie ma dla mnie miejsca w kościele.. Czułem się odrzucony i bezradny. Gorliwie modliłem się i prosiłem Jezusa o pomoc. Bardzo chciałem uzyskać pewność i spokój, potwierdzenia mojej racji albo głoszonej przez kościół. Wtedy w moich myślach zobaczyłem swoje dzieci i odczułem jak bardzo je kocham. A potem miałem inny obraz. Zobaczyłem dziecko, mojego syna, który jeszcze się nie narodził, nie zaistniał nawet w moich myślach. Ten chłopiec czekał „po drugiej stronie” na swój czas. Zobaczyłem „po tamtej stronie” wiele dzieci, niewyraźnie jak przez mgłę. Pomiędzy „tamtą” a „naszą” stroną zobaczyłem rząd pokoi. Każdy pokój miał drzwi łączące obie strony. W pokojach byli ludzie, kobiety i mężczyźni. Do każdych drzwi były dwa klucze. Jeden klucz był w rękach ludzi, a drugi Boga. To były dwa różne klucze, trzeba było włożyć oba jednocześnie do zamka drzwi, by się otworzyły. Wyobraziłem sobie Boga prowadzącego dziecko za rękę od drzwi do drzwi a wszystkie drzwi były zamknięte. Kiedy dotarł do mnie ten obraz, ciężar zniknął, odzyskałem spokój. To czego nie potrafiłem pojąć trafiło do mojego serca przez ten obraz. Zapisałem to tego samego wieczoru.
KATEGORIE:
- Zaloguj się lub utwórz konto, by odpowiadać
-
